środa, 19 czerwca 2013

Czereśnie

Ten post miał być opublikowany już kilka dni temu, jednak natłok ostatnich wydarzeń przesunął go w czasie. Uwielbiam lato, jak dla mnie zarówno wiosna jak i lato mogłyby trwać cały rok. Nie dość, że jest ciepło, na dworze jasno do godz. 22, to jeszcze mogę się zajadać moimi ukochanymi truskawkami czy czereśniami. Te drugie jadłam w tym roku po raz pierwszy...ależ mi smakowały! Słodycz czereśni, zapach otaczających mnie kwiatów, ciepłe promienie słońca i przyjemny, lekki wiatr; więcej do szczęścia nie było mi potrzeba :)


Miłego wieczoru, podejrzewam, że podobnie jak u mnie, u Was też dziś panuje niezwykły upał. Wykorzystuję okazję i pędzę nad morze obejrzeć na plaży zachód słońca :)
A już wkrótce zasypię Was sporą ilością zdjęć...

środa, 5 czerwca 2013

Lakierowy zawrót głowy

Uczciwie się przyznam....uwielbiam mieć pomalowane paznokcie. Czuję się mnie atrakcyjnie, powiedziałabym nawet, że "nago", gdy moje paznokcie nie mają na sobie lakieru, choćby tylko przeźroczystego. Zawsze dbałam o wygląd dłoni i paznokci, chciałam by były zadbane i przyciągały wzrok. Pewnie rodzaj pracy jaki wykonuję, też miał na to wpływ.


  Jednak kiedyś stosowałam raczej neutralne, niekrzykliwe kolory lakierów, czerwony był już dla mnie prawdziwym szaleństwem, o np. niebieskim nawet nie pomyślałam. Jednak jakiś czas temu to się zmieniło, zapragnęłam więcej koloru, zwłaszcza wiosną i latem, gdy dokoła nas wszystko kwitnie i przyciąga swoją barwą. W taki oto sposób dorobiłam się niezłej kolekcji lakierów, sama się nawet nie spodziewałam, że tyle ich mam :)




Nie jestem szczególnie przywiązana do konkretnej marki lakierów, choć dużą część mojej kolekcji stanowią produkty firmy Essence, głównie z tego względu, że mają spory wybór odcieni i bardzo dostępne ceny (ok. 5,90 pln). Lubię też lakiery Inglota, Rimmela czy Golden Rose. Żeby przedłużyć ich trwałość i ochronić paznokcie przed przebarwieniem zawsze stosuję lakier podkładowy (czasem jest to po prostu przeźroczysty lakier) a na wierzch utwardzacz. Ostatnio jest to Top Coat z Golden Rose i bardzo go sobie chwalę.
Mam nadzieję, że niedługo zagości u nas prawdziwe lato, gdyż oprócz paznokci u dłoni, latem obowiązkowo maluję też paznokcie u stóp. Wypielęgnowane stopy, do tego kolorowy lakier i ładne sandałki...na samą myśl robi się przyjemniej i bardziej wakacyjnie ;)


Jeśli chcemy często zmieniać kolor na paznokciach, potrzebny nam będzie dobry zmywacz. Do tej pory używałam głównie zmywacza Isana z Rossmanna. Ostatnio jednak nabyłam 2 teoretycznie lepsze, z Bourjois i Sally Hansen. Na razie użyłam tego z Sally Hansen i faktycznie jest niezły, jednak więcej na jego temat będę mogła powiedzieć za jakiś czas.
Być może moja kolekcja lakierów, dla niejednej osoby może się wydać imponująca, jednak myślę, że dla prawdziwych maniaczek, to zaledwie namiastka. A jak to u Was dziewczyny wygląda?
Cieplutko pozdrawiam

niedziela, 2 czerwca 2013

Zaczytana

W przeciągu kilku ostatnich miesięcy pochłonęłam sporo książek. Zawsze dużo czytałam, już jako dziecko a potem nastolatka, siedziałam po nocach z latarką pod kołdrą, by rodzice nie zauważyli, że czytam zamiast smacznie spać. Odkąd pamiętam wciągała mnie literatura podróżnicza, książki pełne przygód, a także kryminały. Natomiast nigdy nie byłam fanką romansów; po przeczytaniu kilku dochodziłam do wniosku, że mają podobną fabułę i nie nauczą mnie niczego nowego. 
Pamiętam jak w IV klasie szkoły podstawowej (oj, kiedy to było) mój cudowny polonista podsunął mi "Władcę pierścieni" i.....przepadłam. Wtedy jeszcze mało kto słyszał o Tolkienie, boom na jego twórczość pojawił się razem z ekranizacją trylogii. W tym samym czasie zafascynowałam się przygodami Pana Samochodzika. Dzięki tym książkom poznawałam historię, geografię i przyrodę naszego kraju. Fanką Pana Samochodzika jestem zresztą do dziś, dlatego wielka była moja radość, gdy jakiś czas temu dostałam w prezencie zbiór wszystkich części jego przygód. Mimo, że każdą z części przeczytałam już nie raz w przeciągu ostatnich 20 lat, to i tak z wielką przyjemnością znowu wrócę do ich lektury.

Jako wielbicielka książek przygodowych, pochłonęłam w szybkim tempie trylogię "Igrzyska Śmierci". Nie spodziewałam się, że wszystkie 3 części tak mnie wciągną i zmuszą do myślenia o niesprawiedliwości na świecie. Jeśli ktoś z Was będzie miał okazję, niech koniecznie przeczyta Igrzyska. Ja teraz czekam na ekranizację "W pierścieniu ognia", która ma przypaść na jesień tego roku.


Gdzieś w międzyczasie przeczytałam również dość specyficzną powieść "Trafny wybór" J. K. Rowling oraz "Czułym okiem" - kolejną magiczną książkę Mimi i Zorkiego z Bo Mimi Blog. Pewnie większości z Was Mimi jest znana, więc nie będę się o niej rozpisywać. Czekam z niecierpliwością, aż wróci do pisania bloga i uchyli rąbka tajemnicy, co się z nią dzieje.


Przez moje ręce przewinęło się też kilka książek Beaty Pawlikowskiej. Jak już kiedyś wspominałam, niesamowicie lubię i podziwiam tę drobną blondynkę, a większość jej książek pochłaniam w oka mgnieniu. Tym razem wciągnęły mnie jej podróże po dwóch wyspach, które są na mojej liście marzeń: Kuba i Bali. Choć po lekturze tych książek troszkę z innej perspektywy spojrzałam na obie wyspy, to i tak nie zmienia faktu, że chciałabym móc wyrazić o nich swoją własną opinię.
 

Teraz w kolejce czeka "Moje życie we Francji" Julii Child. Jeśli zauroczy mnie tak jak film "Julie&Julia", to nie będzie to czas zmarnowany.
Jak już wiecie z poprzedniego postu, przybyły mi następne książki do kolekcji, więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłego dnia i zasiąść do lektury :)


sobota, 1 czerwca 2013

Urodzinowo

Ostatnio mam niesamowite zaległości blogowe, zarówno w pisaniu jak i w czytaniu. Muszę się poprawić w tym względzie. Dziś też wpadłam tylko na chwilkę, by pokazać kilka migawek urodzinowych. 
W tym tygodniu obchodziłam swoje małe święto :) Myślałam, że będzie to zwykły dzień, ale mój M. mnie zaskoczył i uczynił ten dzień wyjątkowym.


Był tort (nie zdążyłam go niestety uwidocznić na zdjęciach), kwiaty i prezenty. Potem, jak się okazało, była też romantyczna kolacja we dwoje w restauracji włoskiej. 
Uwielbiam takie niespodzianki, wywołują we mnie mnóstwo wzruszeń i radości.


Kolejne książki Cejrowskiego do mojej kolekcji :)

Tarta z mascarpone i borówkami, którą zrobiłam zanim jeszcze dostałam tort. Była przepyszna!



To święto już niestety za mną, na kolejne muszę poczekać cały rok. Jednak dziś Dzień Dziecka. Składam życzenia wszystkim, którzy pielęgnują w sobie dziecko i potrafią cieszyć się z małych rzeczy!

piątek, 3 maja 2013

Akcja: sprzątanie!

  Tak jak wspominałam w ostatnim poście, w zeszły weekend wzięliśmy się ostro za porządki. Ty razem nie chodziło o sprzątanie naszego domku, tylko o sprzątanie w lesie. Tak, tak....w lesie.
Nasz bliski znajomy jest leśniczym, teraz mieszka w innej leśniczówce, powiedzmy bliżej cywilizacji, ale wychował się i całe swoje dzieciństwo oraz młodość spędził w środku lasu, gdyż jego tato też był leśniczym. Dom jego rodziców stoi naprawdę w lesie, kilka km od najbliższej miejscowości i powiem Wam szczerze, że nie tak łatwo tam trafić. Należy zjechać z drogi w leśną ścieżkę i potem jechać, jechać i jechać, aż dojrzymy płot, zabudowania i unoszącą się z komina stróżkę dymu. Dla wielu osób mieszkanie w takim miejscu wydaje się wręcz nierealne, ale dla kogoś kto kocha naturę i ciszę, dom w środku lasu to prawdziwa idylla.









Teren wokół domu oraz innych budynków gospodarczych jest całkiem spory, po jesieni i po długiej zimie należy doprowadzić go do porządku. Jedna osoba nie jest w stanie tego zrobić, chyba że pracowałaby kilka tygodni dzień w dzień. Dlatego cała nasza paczka co roku sięga po grabie, łopaty oraz inne narzędzia i bierzemy się za wielkie sprzątanie, które trwa cały dzień. Potem oczywiście jest ognisko, kiełbaski oraz dużo śmiechu. W tym roku nie do końca dopisała nam pogoda, było dość chłodno, słońce nie chciało nas zagrzewać do pracy, ale na szczęście nie padało.



 Cały dzień na naprawdę świeżym i rześkim powietrzu. Co prawda wieczorem było nam już troszkę zimno, ale najważniejsze że teren wokół leśniczówki został wysprzątany, a my mieliśmy sporą dawkę ruchu :)


 
 
 



A za chwilę wyruszamy na kolejne majówkowe grillowanie i ognisko. Słońce przygrzewa, zapowiada się udany dzień :)

wtorek, 30 kwietnia 2013

Weekendowo

Jak ja się cieszę, że wreszcie zrobiło się cieplej, wiosennie. Może jeszcze to nie są temperatury, o których marzę, ale i tak jest znacznie przyjemniej niż miesiąc temu. Gdy tylko robi się cieplej, staram się nie siedzieć w domu, tylko każdy weekend spędzić na powietrzu. Ostatnio nam się to udaje i już kolejny weekend w tym miesiącu spędzamy na łonie natury. W sobotę było wielkie sprzątanie w lesie (o tym będzie następny post), natomiast w niedzielę postanowiliśmy udać się do miejsca, które leży bardzo blisko naszego domu i aż wstyd, że jeszcze nigdy tam nie byliśmy.





Odwiedziliśmy bajkowy Pałac Bursztynowy, jedno z nielicznych takich miejsc na Pomorzu. Bursztynowy Pałac to hotelowy kompleks, który tworzą dziś aż dwa pałace - Bursztynowy i Biały oraz Rezydencja Myśliwska.  Pałac powstał w latach 1899-1901, na szczęście przetrwał wojnę, jednak później popadł w ruinę. Wielki wpływ na zniszczenia miało utworzenie w nim jednego z PGR, przez jakiś czas stacjonowało tam ZOMO, była tam też bursa szkolna. Na początku lat 90-tych zrujnowane pałace zostały zakupione przez prywatnego właściciela. Dzięki jego wieloletnim staraniom doszczętnie zrujnowany pałac, został odrestaurowany, a jego wnętrzom przywrócono dawny blask.
Dzisiaj pałac z powodzeniem pełni funkcje ekskluzywnego hotelu z nowoczesnym centrum odnowy biologicznej i rekreacji.
Powiem Wam, że serce mi się kraje, gdy widzę opustoszałe, zdewastowane obecnie dworki czy pałace,  kiedyś piękne i cieszące oko budowle i majątki ziemskie, zamienione w latach powojennych na PGR, a potem pozostawione samym sobie, rozkradzione i zrujnowane. Dlatego, gdy tylko znajduje się ktoś chętny, by je przejąć i wyremontować, to z radością przyklaskuję takim inicjatywom. Cieszę się, że znalazł się inwestor, który zaopiekował się Pałacem Bursztynowym i udostępnił go społeczeństwu. Wejście do przepięknego, dużego parku, na terenie którego znajduje się pałac, jest całkowicie bezpłatne. Nie musimy też korzystać z hotelu czy spa, a jedynie udać się na kawę czy deser do pałacowej restauracji. My pojedziemy tam na pewno, gdy jeszcze bardziej się zazieleni, a park i ogród rozkwitną w całej okazałości.








Po terenie parku swobodnie przechadzają się pawie. Samce prezentują od czasu do czasu swe piękne pióropusze, pyszniąc się przed samiczkami, które nic sobie z tego nie robią :) 





Miłej Majówki! Oby pogoda nam wszystkim dopisała!

czwartek, 18 kwietnia 2013

Spóźnione migawki

 Z powodu awarii komputera nie mogłam pokazać, drobnych w tym roku, dekoracji wielkanocnych. Wiem, że opóźnienie mam spore, dekoracje zostały już pochowane do pudeł, a ich zdjęcia dopiero dziś ujrzą światło dzienne. Ale chyba lepiej później niż wcale :)




 Przed świętami dotarła do mnie przesyłka z Dekorii, a w niej poszewki na poduszki, bieżnik i podwiązki do zasłon. Oczywiście nie omieszkałam przystroić nimi salonu, wprowadziły wiosenny, radosny nastrój. Bardzo lubię Dekorię za to, że z wybranego przeze mnie materiału uszyją właściwie wszystko, co mi przyjdzie do głowy.



 


 




 ps. Widziałam dziś pierwsze pączkujące listki na wierzbie :) Mam nadzieję, że dzięki temperaturom, które panują od kilku dni na zewnątrz, już za kilka dni zrobi się wreszcie zielono. A jak to u Was wygląda? Wiosna zagościła na dobre?